piątek, 22 sierpnia 2014

Wattpad

hejka, ziomeczki.
dzisiaj nie przychodzę do was z nowym rozdziałem, tylko z informacją, że fanfiction "promised that he would return" jest już dostępne na wattpad! 
*wiwaty, okrzyki, oklaski*
no, także osoby, które czytają również na wattpadzie różne ff, to zapraszam was na to ff na wattpadzie! 
> LINK < 
także wchodźcie w link, czytajcie, komentujcie, głosujcie :D 

PRZY OKAZJI
zmieniłam bohaterkę; teraz nazywa się Leah i jest to Barbara Palvin, także wejdźcie w obsadę, jak chcecie zobaczyć 


ja już was zostawiam i lecę pisać dalej 4 rozdział
bye! <3

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Chapter 3

Z jego oczu popłynęły łzy.
Cholera, cholera, cholera, cholera. Teraz on płacze przeze mnie. Nienawidzę go widzieć w takim stanie, nienawidziłam, nienawidzę i będę nienawidzić. Nie wiem, co mam zrobić, by go takiego nie widzieć.
- Niall, j-ja przepraszam, nie chciałam – w moich oczach pojawiały się łzy, które próbowałam zatrzymać, ale na marne.
Płynęły po całej mojej twarzy i spuściłam wzrok. Nagle poczułam, jak Niall wyciera kropelki płynące po moich policzkach swoimi kciukami. To było słodkie.
- Kiedy to się zaczęło? – zapytał, podnosząc mój podbródek w górę, abym na niego spojrzała.
- Z jakieś dwa lata temu – zawzięcie unikałam jego wzroku i dodałam cicho. – albo trzy.
Popatrzył mi w oczy, po czym złapał mnie za dłonie, uniósł ku swoim ustom i zaczął całować każdą bliznę i ranę po kolei.


- Leah! – usłyszałam wołanie z dołu.
Leżałam na moim wygodnym łóżku i myślałam o wszystkim, co się wydarzyło. Mój telefon leżał na moim brzuchu, a gdy się podnosiłam, o mało nie spadł na podłogę. Twarz wykrzywiła mi się w grymas, ponieważ nie chciało mi się wstawać do nikogo, ale skoro to był Liam, postanowiłam wstać. Usłyszałam kolejny krzyk prowadzący z dołu, więc szybko ubrałam kapcie na nogi i pognałam na dół.
- Co się stało, Liam? - zapytałam, stając na kuchennych kafelkach.
- Przygotowałem dla ciebie śniadanie. Zanim wyjdę do pracy chcę widzieć ten talerz pusty. Leżysz cały czas bezczynnie gapiąc się w sufit i nic nie robisz innego poza tym - wskazał palcem na talerz pełen naleśników z czekoladą.
- Myślałam, że masz jeszcze urlop - powiedziałam ze smutkiem w głosie.
- Chciałem przed pójściem do pracy jeszcze trochę porozmawiać. Siadaj i jedz - wziął z blatu kuchennego dwa kubki; jeden z kakaem dla mnie, drugi z kawą dla niego.
- O czym? - zapytałam, biorąc do buzi kawałek naleśnika, po chwili delektując się nim.
Przyjaciel spojrzał na mnie, biorąc łyk kawy. Odłożył kubek na stół, nadal mi się przyglądając. Trochę mnie irytowało to, że przyglądał mi się już nie wiadomo który raz, nadal się nie odzywając. Poza tym naleśniki były wyśmienite! Liam powinien zostać kucharzem, a nie kelnerem. Payne pracował w restauracji dwie ulice od domu. Zawsze jego szef pozwalał przynosić mu jedzenie na wynos do domu. Pan Irwin* był bardzo miłym człowiekiem i miał wielkie serce. Co miesiąc zawoził zabawki do domu dziecka, przekazywał pieniądze na cele charytatywne; no po prostu anioł nie człowiek.
- Słuchaj. Niall wczoraj popołudniu wyszedł od nas w ciszy, jedynie rzucił "cześć", jakby był obrażony na cały świat. Co go wczoraj ugryzło? Ty od tamtej pory nie śpisz, nic nie jesz. Co się między wami wydarzyło? - jak zwykle ciekawski.
- Zapytał się mnie, ile się już samookaleczam, to mu powiedziałam, a on zaczął całować te moje blizny i w ogóle. Potem zaczęliśmy gadać o jego pobycie w Londynie i powiedział, że kiedyś niedługo mnie tam zabierze, o ile będę chciała. Opowiadał mi o swojej pracy, o swoim szefie, nowych przyjaciołach z pracy, z który zaprzyjaźnił się także poza pracą i powiedział, że pozna mnie z nimi. Mówił o tym, jak jego rodzice się cieszyli, jak zobaczyli go w drzwiach, gdy wczoraj wrócił. O tym, że gdy wrócił, to nie usiedział w domu nawet dziesięciu minut i pobiegł do mojego starego domu, ale okazało się, że tam nie mieszkam, więc powiedział, że jest jakby jedna opcja, czyli ty, że może wiedziałbyś gdzie właśnie przebywam, a jak mu powiedziałeś, że z tobą mieszkam, to kamień spadł mu z serca. Jak mu opowiadałam, co u mnie się działo, jak go nie było, jak mu opowiedziałam o tym, jak przyjaciele zostawili mnie po jego wyjeździe, to miał łzy w oczach, co chwilę mrugając oczami, by nie płakać. Wiedział, że to wszystko przez niego i ma wyrzuty sumienia, dlatego od razu wyszedł, bo chciał wszystko przemyśleć - gdy kończyłam swoją przemowę, kończyłam przedostatniego naleśnika, a godzina do wyjścia do pracy Liama się zbliżała.
- Widocznie ma powody do wyrzutów sumienia. Gdyby Niall dalej cię kochał, starałby się o ciebie. Ale jest on w mieście dopiero drugi dzień, ma jeszcze dużo czasu do odnowienia jakiejś relacji między wami.
- Ma na to trzy miesiące - odezwałam się, biorąc łyk ciepłego płynu.
- Dlaczego trzy miesiące? - chłopak wstał ze swojego miejsca, po czym włożył brudny kubek do zmywarki.
- Bo szef dał mu trzy miesiące urlopu i za te trzy miesiące znowu wyjeżdża - podparłam swoją głowę o dłoń i wpatrywałam się w punkt przed siebie.
- Mam nadzieję, że wam się uda i naprawicie to wszystko, co było między wami. Ja już muszę się zbierać, dziś wracam po dwudziestej, przyniosę kolację. Do wieczora, Leah - brunet pożegnał się ze mną całusem w policzek, po czym zabrał swoje rzeczy z komody i wyszedł z domu.
Jest godzina dziewiąta cztery. Muszę się czymś zająć, skoro mam być sama przez cały dzień bez mojego przyjaciela. Myślę, że oglądnę jakiś film lub dokończę czytać książkę. 


Gdy byłam w trakcie czytania ,,Gwiazd naszych wina" usłyszałam pukanie do drzwi. Zsunęłam ze swoich kolan miękki koc, odłożyłam książkę na stolik, który stał przed kanapą i ruszyłam w kierunku drzwi. W drodze przez korytarz spojrzałam na zegarek, który wskazywał szesnastą osiemnaście. Osoba stojąca po drugiej stronie drzwi nadal dawała o sobie znać. Przekręciłam zamek, a następnie otworzyłam drewnianą powłokę. Przede mną stanął Niall, który trzymał w rękach bukiet białych i czerwonych róż.
- Cześć, Leah. To dla ciebie od moich rodziców - chłopak podał mi kwiaty, a ja je od niego odebrałam.
- Dziękuję, są śliczne. Podziękuj swoim rodzicom za nie - uśmiechnęłam się ciepło do niego. - Wejdź, proszę. Nie stój tak.
Blondyn uśmiechnął się do mnie, wchodząc do środka. Obojga poszliśmy do kuchni. 
- Chcesz coś do picia? - zapytałam, wstawiając wodę.
- Herbatę po proszę - odpowiedział, siadając przy stole.


- A pamiętasz, gdy poszliśmy na fermę strusi, a ja wsiadłem na jednego i go ujeżdżałem? - oboje tarzaliśmy się po podłodze ze śmiechu.
Dochodziła godzina dziewiętnasta, niedługo będzie Liam.
- Pamiętam, jak mogłam tego nie zapamiętać? Mam gdzieś zdjęcie, zrobiłam ci je wtedy! To było chyba najlepsze, co zrobiłeś w tamte wakacje! - mówiłam, dławiąc się ze śmiechu.
Pamiętam, gdy razem z Niallem nudziliśmy się i zastanawialiśmy się, co zrobić w nudny i upalny dzień. Postanowiliśmy wybrać się na spacer. Mieliśmy wtedy 15 lat, byliśmy już razem, więc ręka w rękę poszliśmy przejść się w kierunku lasu. Opowiadaliśmy sobie śmieszne historie, kawały i inne takie, by umilić ten czas. Nagle blondyn zobaczył niewielki domek, a obok tego domu stała niewielka stajnia. Udaliśmy się tam, a gdy jeden ze strusi wyłonił się ze stajni, chłopak podbiegł do niego, wskoczył mu na grzbiet i zaczął go ujeżdżać. Wyciągnęłam telefon i zrobiłam zdjęcie, bo nie zdołałam zrobić więcej pod wpływem nieopanowanego śmiechu. Bawiliśmy się wtedy naprawdę dobrze, do czasu, gdy właściciel zobaczył mnie stojącą i śmiejącą się za ogrodzeniem, i Nialla ujeżdżającego jednego z jego strusi. Właściciel wtedy tylko do mnie podszedł i śmiał się razem ze mną. Pamiętam, że powiedział: "Jak ten twój chłopak tak dobrze bawi się z tym strusiem, to niech może sobie załatwi jednego?". Płakałam wtedy ze śmiechu, ale po chwili Niall zszedł ze zwierzęcia, pożegnaliśmy się z miłym panem i wróciliśmy do domu. Przez całą drogę śmialiśmy się z jego głupoty.

Niall's POV.

- E, Leah? — zapytałem, gdy obojga opanowaliśmy nasz śmiech. 
- Tak? — spojrzała na mnie tymi swoimi pięknymi błękitnymi oczami, które osłaniały wachlarz rzęs.
- Moi rodzice zapraszają cię na jutro na kolację. Pomyśleli, że fajnie by było, gdybyś wpadła — poprawiłem się na kanapie i patrzyłem na nią, wyczekując na jej odpowiedź.
- Em... — zawachała się. — Jeśli twoi rodzice tego chcą, to chętnie wpadnę. Nie chcę sprawić im przykrości.
Uśmiechała się do mnie, a na mojej twarzy momentalnie pojawił się szeroki uśmiech. Ucieszyłem się, że zgodziła się na tą kolację, naprawdę bardzo się ucieszyłem. Poczułem cień nadzieji, że moglibyśmy być znów razem. Dziewczyna patrzyła się na mnie przez dłuższą chwilę. Gdy zobaczyłem łzy w jej oczach, momentalnie mnie przytuliła. Odwzajemniłem uścisk, na co ona przytuliła mnie mocniej. Po chwili odsunęła się ode mnie i patrzyła mi prosto w oczy. Robiłem to samo, miała piękne oczy. Nawet nie zorientowałem się, kiedy nasze twarze zaczęły się do siebie przybliżać. Kiedy dzieliło nas tylko parę centymetrów, drzwi wejściowe otworzyły się, a my szybko odsunęliśmy się od siebie.

----
* - to nie jest tata ashtona XD



NO HEJKA.
jestem z nowym rozdziałem, który osobiście mi się nie podoba. nie postarałam się chyba :/ no ale chciałam go już napisać i dodać. proszę, tylko mnie nie bijcie za ten rozdział, ani nie zabijajcie, ani nie kierujcie mnie na dożywocie i inne tego typu rzeczy. dobra, ja nie przynudzam już :/ 
do następnego xx

środa, 16 lipca 2014

Chapter 2

Z moich rąk wypadł prezent, który podniosłam, zanim on wszedł do mojego pokoju. To jest chyba jakiś sen, niech mnie ktoś uszczypnie. Nie wierzę, że go widzę, nie wierzę, że zjawił się po tak długim okresie czasu. Zdaje mi się, na pewno mi się zdaje.
Stał w rogu pokoju przed zamkniętymi drzwiami. Patrzył na mnie nie śmiało, drapiąc się po karku. Zmienił się; włosy miał  inaczej ułożone, były bardziej jasne, oczy nie błyszczały tak jak kiedyś, gdy jeszcze byliśmy razem. Na sobie miał biało-zieloną bluzkę, jasne rurki i białe buty. Od tych czterech lat wyprzystojniał...
- Um... cześć – odezwał się po paru minutach ciszy i wpatrywaniu się w siebie.
- C-co ty tu robisz? – do moich oczu napłynęły łzy.
Zaczynały powracać wspomnienia. Przypomniało mi się, co napisałam parę miesięcy temu.

"Drogi Niallu.
Dziwnymi drogami chodzi przeznaczenie, a jednak wśród tych krętych dróżek odnalazłam Ciebie.
Cóż za szczęście odnaleźć swą miłość, na którą się czekało, której nigdy nie było.
Przyszedłeś do mnie z krainy szczęścia. Przyfrunąłeś do mnie jak na skrzydłach, uchyliłeś zasłonę utkaną z czarnej mgły. Przyszedłeś do mnie i do mojej duszy jak przychodzi anioł.
Być może po latach wspominać będę chwile spędzone z Tobą. Wspominać będę o smutku i radości, lecz proszę nie zapomnij, że kiedyś istniałam.
Leah."*

Ten list dalej miałam zakopany gdzieś w stosie kartek w szufladzie. Muszę go znaleźć.
Rzuciłam się na komodę, otwierając szufladę każdą po kolei. Duża ilość kartek w drugiej szufladzie była pogniecioną lub równiutko ułożona.
"Szukaj tej pieprzonej kartki!" – krzyczałam w myślach.
Wyrzuciłam wszystko z szuflady, by tylko to znaleźć.
Mam!
Żółtawa, pogniecona kartka leżała zakopana pod wszystkim. Wyciągnęłam ją, przeczytałam jeszcze raz jej treść, zwinęłam w kulkę i rzuciłam nią w niego. Stał zdezorientowany, nie wiedząc czy ma podnieść to, czy zostawić to tak jak było. Po chwili schylił się po nią, czytając to, co tam było.
Wyglądałam pewnie teraz okropnie; cała zapłakana, wpatrująca się w chłopaka, który ją zostawił, który czyta kartkę ode mnie.
Spojrzał na mnie, nie wiedząc co ma powiedzieć. Otworzył usta, lecz po chwili je zamknął.
- Leah – podszedł do mnie.
Wow, nie zapomniał mojego imienia.
- Co?
- Ja... um... ja cię bardzo przepraszam – nie wiedział, co ma mówić.
- Za co ty mnie przepraszasz? Przez ciebie całe moje życie legło w gruzach, a ja leżę pod nimi! Nawet nie wiesz jak okropnie się czułam, gdy mnie zostawiłeś! Całe moje życie się zmieniło, ja też! Jesteś palantem! - krzyczałam na niego.
W jego oczach pojawiały się łzy.

Niall's POV.

Chciałem ją przytulić, lecz mnie odepchnęła. Gdy to wszystko mi powiedziała, zrozumiałem jak bardzo ją zraniłem. Cierpiała przeze mnie, a łatwo to wykryłem. Jej ręce – przed moim wyjazdem były czyste, nie miały żadnych zadrapań. Teraz wróciłem i mogłem dokładnie zobaczyć jej ręce całe w świeżych ranach i bliznach. Bluzka z rękawami trzy czwarte mi to ułatwiła.
- Leah, daj mi wszystko wytłumaczyć. Chociaż daj mi dziesięć minut - siedziała na łóżku, opierając się o ścianę, z podciągniętymi kolanami do klatki piersiowej i urywanymi szlochami.
Podniosła głowę, a na jej widok pękło mi serce. Zawsze, gdy płakała pocieszałem ją, robiłem wszystko, by nie widzieć tego widoku, ale teraz nie mogłem się ruszyć, jakbym był przygwożdżony do podłogi. Płacze z mojego powodu i to cholernie boli, że zraniłem ją. Wyjechałem, zerwałem i zapomniałem. Jestem debilem, palantem, cwelem i tak dalej. Czemu ja jej to zrobiłem? Teraz będę się obwiniać cały czas, bo ona zmieniła się przeze mnie. Kochałem ją i nadal ją kocham, nie mogłem przestać o niej myśleć. Ostatnio zobaczyłem wszystkie nasze zdjęcia i chciałem tu przyjechać - do niej. Nie wiedziałem, czy dalej tu mieszka czy nie, więc gdy tylko wróciłem do Mullingar, pojechałem do jej domu. Okazało się, że tam nie mieszka. Oczy zaszły mi łzami, myślałem, że wyjechała gdzieś daleko, lecz się myliłem. Został Liam, który jako jedyny mógł wiedzieć, gdzie ona teraz obecnie przebywała. Gdy stałem pod drewnianymi drzwiami jego domu, zapukałem kilka razy. Liam otworzył mi, a gdy mnie zobaczył, otworzyły mu się usta ze zdziwienia. Chwilę pogadaliśmy, po czym zaprowadził mnie pod drzwi Lee i szedł na dół, a ja postanowiłem wejść do środka. Jak ją zobaczyłem, nie mogłem uwierzyć, że to ona.

Leah's POV.

- Co ty mi chcesz tłumaczyć? Tłumaczyć to, jak wielkim dupkiem jesteś? – uśmiechnęłam się pod nosem, a łzy nadal wyznaczały mokre dróżki od moich oczu do brody.
- Ogólnie chcę ci to wszystko wytłumaczyć. Choć zgadzam się z tobą; jestem dupkiem – popatrzyłam na niego, a jego nogi prowadziły go w stronę mojego łóżka.
Usiadł na jego końcu i wpatrywał się we mnie, zapamiętując każdy szczegół mojej twarzy. Czułam się niekomfortowo, gdy on siedział niecałe dwa metry koło mnie. Czułam, jakby moje serce miało mi wyskoczyć z klatki piersiowej, a dłonie zaczęły się pocić. Usiadłam po turecku i odwróciłam się w jego stronę, siedząc do niego przodem. Przyglądałam mu się od czubka głowy do stóp. Urósł, na jego twarzy zaczął pojawiać się zarost, a odrosty na jego włosach były bardzo widoczne. Pamiętam, gdy pewnego dnia przyszedł do mnie z paczuszką blond farby i poprosił moją mamę, by przefarbowała mu włosy, bo powiedział, że nie pasuje mu brąz i chce mieć takie blond włosy jak ja, byśmy do siebie pasowali. Zaśmiałam się pod nosem na to wspomnienie, a Niall patrzył na mnie zdezorientowany. W tym momencie miałam cholerną potrzebę go przytulić... nie wierzę, że ja o tym teraz myślę.
- Dobra, tłumacz – spuściłam głowę i oparłam się ramieniem o szarą ścianę.
- Wyjechałem, bo tata załatwił mi tam pracę. Odkąd wyrzucili mnie ze szkoły, tata ciągle szukał mi jakiejś pracy, bym zarabiał na dom, a gdy znalazł w Londynie, nie powiedziałem ci z jakiego powodu wyjeżdżam. Byłem asystentem jakiegoś biznesmena w bardzo dużej firmie, ona naprawdę była ogromna. Tata ciągle powtarzał, że jadę tam na maksimum rok, ale moja pracowitość spodobała się szefowi i zatrzymał mnie na trzy lata. Pamiętasz, gdy z tobą zerwałem? Nie chciałem tego, ale nie mogłem wytrzymać tego, że nie mogłem zobaczyć cię przez kolejne trzy lata i chciałem dać ci być szczęśliwą z kimś innym. Pewnego dnia poszedłem do szefa, prosząc chociaż o trzy dni wolnego, bo chciałbym pojechać zobaczyć się z rodziną i bardzo dla mnie ważną osobą, ale się nie zgodził, bo mnie potrzebował. Teraz dał mi trzymiesięczny urlop, bo powiedział, że mi się on należy, więc wróciłem. Wiem, że banalne, ale nie mówiłem ci po co wyjeżdżam, bo myślałem, że po tym roku wrócę. Przepraszam – nawet się nie zorientowałam, kiedy trzymał mnie za rękę, a ja go słuchałam w skupieniu.
- Oh – tylko tyle udało mi się z siebie wydusić.
- "Wolę jedno życie z tobą niż samotność przez wszystkie ery tego świata."** – to co powiedział było słodkie, a w moich oczach stanęły łzy.
- Niall?
- Tak?
- Dlaczego po tym roku nie powiedziałeś mi, że jesteś w pracy, tylko ze mną zerwałeś? Mogłeś powiedzieć, zrozumiałabym – czułam, jak przez moje ciało powoli przechodzi cień złości.
- Szczerze mówiąc, to nie wiem – ciągle patrzył mi w oczy.
- Wiesz, ile łez przez ciebie wypłakałam? – zapytałam.
- Wiem – spuścił głowę i bawił się palcami. – Pokaż ręce.
- Po co?
- Chcę zobaczyć ile razy byłem potrzebny, a mnie nie było – w jego oczach pojawiły się szklanki.






* - znalazłam to w starym dzienniku mojej mamy
** - John Ronald Reuel Tolkien

SIEMCZI!
NO TAKŻE TEN, TEN ROZDZIAŁ JEST TAKI JAKIŚ BEZSENSOWNY.
NIE WYSZEDŁ MI, PRAWDA?
PRAWDA.
CIESZĘ SIĘ, ŻE PARU OSOBOM PODOBAŁ SIĘ PIERWSZY ROZDZIAŁ, TO MIŁE.
NAD TYM ROZDZIAŁEM DŁUGO SIĘ MĘCZYŁAM, ALE W KOŃCU GO NAPISAŁAM – DLA WAS.
ZOSTAWCIE PO SOBIE ŚLAD W POSTACI KOMENTARZA :) 
XOXO.

środa, 18 czerwca 2014

Chapter 1

Nie ma go. Nie ma go kolejny dzień, kolejny tydzień, kolejny miesiąc, kolejny rok. Trzy lata na niego czekam, obiecał, że wróci do mnie, do swojej Księżniczki. Obiecał mi, że gdy wróci, zabierze mnie do siebie, do Londynu. Ale po co miałby do mnie wracać? Nie jestem nikomu potrzebna, jestem tylko dziewczyną, samotną dziewczyną. Każdy dzień boli coraz bardziej, każdego dnia pojawia się coraz więcej kresek. Każdy dzień bez niego świadczy o tym, że ja nie istnieję.
Pierwszego dnia bez niego tęskniłam, ryłam w zeszycie jego imię, rozmawialiśmy, codziennie mi obiecał, że już niedługo wróci. Ta, gówno prawda. Nie wrócił od czterech lat, dwóch miesięcy i siedmiu dni. Tak, liczę ile go już nie ma. To najgorsze cztery lata w moim życiu. 
Dwudziestego dnia miałam świadomość, że nie wróci. Zaczęłam słuchać dobijających piosenek, nie spałam po nocach, nie miałam ochoty jeść, ani wychodzić do ludzi. Jedyną osobą, jaka przy mnie była przez ten czas był Liam. Był cudownym najlepszym przyjacielem i nadal taki jest. Gdy ciągle płakałam, powtarzałam, że moje życie bez niego nie jest możliwe, Liam pocieszał mnie, codziennie przy mnie był - nawet niekiedy u mnie nocował. Próbowałam zapomnieć o nim, o tym wspaniałym chłopaku, w którym zakochałam się na zabój. Był moją jedyną miłością, której nie chciałam stracić - i straciłam. Byłam głupia myśląc, że po miesiącu wróci. Jestem naiwna, prawda?

Siedziałam w moim ogrodzie, pod altanką, pod którą zawsze siedzieliśmy razem. Piłam już kolejną kawę od paru godzin, siedząc na huśtawce i przykrywając się kocem. Co tam, że to środek lata, ja i tak leżę pod kocem. Oparłam głowę o huśtawkę i spojrzałam na Liama. Siedział, pijąc kawę i czając się na ostatnie ciastko z talerza. 
- Zjedz je sobie, ja go nie chcę - posłałam mu ciepły uśmiech. Sięgnął po ciastko, chwilę później delektując się nim. 
- Jak się czujesz? O czym tak namiętnie myślisz? - zachichotał brunet.
- Um... am... na serio chcesz wiedzieć? - zapytałam, krzywiąc się.
- Tak, chcę wiedzieć. Przecież dobrze wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko, także nie bój się - zachęcił mnie.
- No dobrze... myślę o tym dupku, który sobie wyjechał i mnie zostawił. Ja wiem, że już nie wróci, a ja ciągle się łudzę, że jednak wróci - łzy napłynęły mi do oczu.
Chłopak wstał z miejsca, dosiadając się do mnie. Przytulił mnie do siebie ramieniem, a ja zaczęłam płakać mu w ramię, mocząc jego szarą koszulkę. Gładził dłonią moje włosy, opierając przy tym swoją głowę o moją. Nie chciał nic mówić, bym bardziej nie płakała - kochany.

Leżałam na trawie, wpatrując się w szare niebo, z którego spadały małe kropelki deszczu. Na moich jasnych ubraniach co chwilę pojawiało się coraz więcej kropel. Nagle lunęło, ale ja zostałam na swoim miejscu. Nie miałam ochoty na to, by podnieść się i pójść do domu przebrać się w suche ciuchy. Wolałam tam dalej leżeć i trząść się z zimna, niż wracać do środka. Cały dom tętnił życiem. W środku odbywała się moja impreza urodzinowa. Liam włożył dużo roboty, by zrobić specjalnie dla  mnie imprezę, lecz nie jarały mnie żadne przyjęcia. 
W salonie na osobnym stole stała dość spora kupka prezentów, które postanowiłam otworzyć po przyjęciu. Liam był zajęty gośćmi i podawaniem alkoholu, nawet nie zobaczył, że mnie nie ma wśród ludzi. 


Do moich oczu napłynęły łzy, a parę sekund słone krople spływały po mojej delikatnej twarzy. W słuchawkach rozbrzmiewały smutne piosenki, przez które wyobrażałam sobie wszystko; od jego przy mnie, jego wyjechania, aż do tego, że przestał się do mnie odzywać. Dzięki temu jeszcze bardziej płakałam, nie powstrzymywałam się. Nie mogłam uwierzyć, jak moje życie się zmieniło od naszego rozstania. Zanim przestał się do mnie odzywać, zerwał ze mną - przez SMS. O takim zerwaniu marzyłam - czujesz ten sarkazm?
Ściągnęłam z uszu słuchawki, miałam jak na razie dość. Nagle usłyszałam otwierające się drzwi, a przed domem stał Liam. Zszokowany patrzył na mnie i nie wiedział co zrobić - zostawić mnie tam, czy zabrać mnie do domu. Po paru sekundach poczułam silne ramiona oplatające moje ciało, zostając podnoszoną z mokrej trawy. Stanęłam na równe nogi i spojrzałam mu w oczy. Z moich oczu nadal wylewał się ocean łez i odwróciłam szybko wzrok. Obiecałam mu... obiecałam, że nie dziś, że nie będę dziś płakać.
- Przepraszam - wydusiłam.
Chcę by Liam mnie rozumiał, a nie patrzył na mnie ze współczuciem - z resztą jak każdy, chociaż nie wiedzą, co się stało. Przyjaciół straciłam, gdy ten frajer wyjechał. Nie miałam nikogo, z kim mogłabym porozmawiać. Rodzice wyjechali jak najdalej ode mnie, wyjechali do innego kraju. Nie chcieli mieć ze mną nic wspólnego. Gdy mnie porzucili, miałam szesnaście lat. Całe szczęście, że Liam miał osiemnaście i mnie do siebie przygarnął. Pod jego opieką skończyłam szkołę i byłam szczęśliwa, że go mam, że mam tak cudownego przyjaciela, który jako jedyny się ode mnie nie odwrócił. Kim nie chciała utrzymywać ze mną kontaktów, Jackson to samo. Każdy, do kogo mogłam się wcześniej zwrócić o pomoc, odszedł. Gdy widziałam ich na ulicy, oni mijali mnie obojętnie, traktując mnie jak śmiecia. Uśmiechałam się przez łzy. 

Kolejne pudełko, które otwieram od dwóch godzin. Kolejne zapakowane w ozdobny papier, obwiązany kolorową wstążką. Otworzyłam karton, a w środku ujrzałam tylko kolorowe pianki od prezentów i kolorowe wstążki. Pogrzebałam w głębi pudła, aż poczułam, że dotykam papieru. Wyciągnęłam kopertę zaadresowaną do mnie, po czym rozkleiłam ją i wyciągnęłam ze środka kartkę urodzinową. Pogrzebałam jeszcze raz w kartonie i wyciągnęłam czarne pudełeczko, w którym był łańcuszek, kolczyki i bransoletka - były śliczne. Postanowiłam, że to był ostatni prezent do otworzenia na dzisiaj. Nagle ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju.
- Proszę! - krzyknęłam.
Drzwi otworzyły się, a w nich stanął...
ON.







SIEMCZI WSZYSTKIM :D 
NO TAK, TO JEST JUŻ MÓJ DRUGI BLOG, TYLKO TYM RAZEM Z NIALLEM. 
MAM NADZIEJĘ, ŻE ROZDZIAŁ SIĘ SPODOBAŁ :) 
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA :)