Nie ma go. Nie ma go kolejny dzień, kolejny tydzień, kolejny miesiąc, kolejny rok. Trzy lata na niego czekam, obiecał, że wróci do mnie, do swojej Księżniczki. Obiecał mi, że gdy wróci, zabierze mnie do siebie, do Londynu. Ale po co miałby do mnie wracać? Nie jestem nikomu potrzebna, jestem tylko dziewczyną, samotną dziewczyną. Każdy dzień boli coraz bardziej, każdego dnia pojawia się coraz więcej kresek. Każdy dzień bez niego świadczy o tym, że ja nie istnieję.
Pierwszego dnia bez niego tęskniłam, ryłam w zeszycie jego imię, rozmawialiśmy, codziennie mi obiecał, że już niedługo wróci. Ta, gówno prawda. Nie wrócił od czterech lat, dwóch miesięcy i siedmiu dni. Tak, liczę ile go już nie ma. To najgorsze cztery lata w moim życiu.
Dwudziestego dnia miałam świadomość, że nie wróci. Zaczęłam słuchać dobijających piosenek, nie spałam po nocach, nie miałam ochoty jeść, ani wychodzić do ludzi. Jedyną osobą, jaka przy mnie była przez ten czas był Liam. Był cudownym najlepszym przyjacielem i nadal taki jest. Gdy ciągle płakałam, powtarzałam, że moje życie bez niego nie jest możliwe, Liam pocieszał mnie, codziennie przy mnie był - nawet niekiedy u mnie nocował. Próbowałam zapomnieć o nim, o tym wspaniałym chłopaku, w którym zakochałam się na zabój. Był moją jedyną miłością, której nie chciałam stracić - i straciłam. Byłam głupia myśląc, że po miesiącu wróci. Jestem naiwna, prawda?
Siedziałam w moim ogrodzie, pod altanką, pod którą zawsze siedzieliśmy razem. Piłam już kolejną kawę od paru godzin, siedząc na huśtawce i przykrywając się kocem. Co tam, że to środek lata, ja i tak leżę pod kocem. Oparłam głowę o huśtawkę i spojrzałam na Liama. Siedział, pijąc kawę i czając się na ostatnie ciastko z talerza.
- Zjedz je sobie, ja go nie chcę - posłałam mu ciepły uśmiech. Sięgnął po ciastko, chwilę później delektując się nim.
- Jak się czujesz? O czym tak namiętnie myślisz? - zachichotał brunet.
- Um... am... na serio chcesz wiedzieć? - zapytałam, krzywiąc się.
- Tak, chcę wiedzieć. Przecież dobrze wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko, także nie bój się - zachęcił mnie.
- No dobrze... myślę o tym dupku, który sobie wyjechał i mnie zostawił. Ja wiem, że już nie wróci, a ja ciągle się łudzę, że jednak wróci - łzy napłynęły mi do oczu.
Chłopak wstał z miejsca, dosiadając się do mnie. Przytulił mnie do siebie ramieniem, a ja zaczęłam płakać mu w ramię, mocząc jego szarą koszulkę. Gładził dłonią moje włosy, opierając przy tym swoją głowę o moją. Nie chciał nic mówić, bym bardziej nie płakała - kochany.
Leżałam na trawie, wpatrując się w szare niebo, z którego spadały małe kropelki deszczu. Na moich jasnych ubraniach co chwilę pojawiało się coraz więcej kropel. Nagle lunęło, ale ja zostałam na swoim miejscu. Nie miałam ochoty na to, by podnieść się i pójść do domu przebrać się w suche ciuchy. Wolałam tam dalej leżeć i trząść się z zimna, niż wracać do środka. Cały dom tętnił życiem. W środku odbywała się moja impreza urodzinowa. Liam włożył dużo roboty, by zrobić specjalnie dla mnie imprezę, lecz nie jarały mnie żadne przyjęcia.
W salonie na osobnym stole stała dość spora kupka prezentów, które postanowiłam otworzyć po przyjęciu. Liam był zajęty gośćmi i podawaniem alkoholu, nawet nie zobaczył, że mnie nie ma wśród ludzi.
Do moich oczu napłynęły łzy, a parę sekund słone krople spływały po mojej delikatnej twarzy. W słuchawkach rozbrzmiewały smutne piosenki, przez które wyobrażałam sobie wszystko; od jego przy mnie, jego wyjechania, aż do tego, że przestał się do mnie odzywać. Dzięki temu jeszcze bardziej płakałam, nie powstrzymywałam się. Nie mogłam uwierzyć, jak moje życie się zmieniło od naszego rozstania. Zanim przestał się do mnie odzywać, zerwał ze mną - przez SMS. O takim zerwaniu marzyłam - czujesz ten sarkazm?
Ściągnęłam z uszu słuchawki, miałam jak na razie dość. Nagle usłyszałam otwierające się drzwi, a przed domem stał Liam. Zszokowany patrzył na mnie i nie wiedział co zrobić - zostawić mnie tam, czy zabrać mnie do domu. Po paru sekundach poczułam silne ramiona oplatające moje ciało, zostając podnoszoną z mokrej trawy. Stanęłam na równe nogi i spojrzałam mu w oczy. Z moich oczu nadal wylewał się ocean łez i odwróciłam szybko wzrok. Obiecałam mu... obiecałam, że nie dziś, że nie będę dziś płakać.
- Przepraszam - wydusiłam.
Chcę by Liam mnie rozumiał, a nie patrzył na mnie ze współczuciem - z resztą jak każdy, chociaż nie wiedzą, co się stało. Przyjaciół straciłam, gdy ten frajer wyjechał. Nie miałam nikogo, z kim mogłabym porozmawiać. Rodzice wyjechali jak najdalej ode mnie, wyjechali do innego kraju. Nie chcieli mieć ze mną nic wspólnego. Gdy mnie porzucili, miałam szesnaście lat. Całe szczęście, że Liam miał osiemnaście i mnie do siebie przygarnął. Pod jego opieką skończyłam szkołę i byłam szczęśliwa, że go mam, że mam tak cudownego przyjaciela, który jako jedyny się ode mnie nie odwrócił. Kim nie chciała utrzymywać ze mną kontaktów, Jackson to samo. Każdy, do kogo mogłam się wcześniej zwrócić o pomoc, odszedł. Gdy widziałam ich na ulicy, oni mijali mnie obojętnie, traktując mnie jak śmiecia. Uśmiechałam się przez łzy.
Kolejne pudełko, które otwieram od dwóch godzin. Kolejne zapakowane w ozdobny papier, obwiązany kolorową wstążką. Otworzyłam karton, a w środku ujrzałam tylko kolorowe pianki od prezentów i kolorowe wstążki. Pogrzebałam w głębi pudła, aż poczułam, że dotykam papieru. Wyciągnęłam kopertę zaadresowaną do mnie, po czym rozkleiłam ją i wyciągnęłam ze środka kartkę urodzinową. Pogrzebałam jeszcze raz w kartonie i wyciągnęłam czarne pudełeczko, w którym był łańcuszek, kolczyki i bransoletka - były śliczne. Postanowiłam, że to był ostatni prezent do otworzenia na dzisiaj. Nagle ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju.
- Proszę! - krzyknęłam.
Drzwi otworzyły się, a w nich stanął...
ON.
SIEMCZI WSZYSTKIM :D
NO TAK, TO JEST JUŻ MÓJ DRUGI BLOG, TYLKO TYM RAZEM Z NIALLEM.
MAM NADZIEJĘ, ŻE ROZDZIAŁ SIĘ SPODOBAŁ :)
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA :)