poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Chapter 3

Z jego oczu popłynęły łzy.
Cholera, cholera, cholera, cholera. Teraz on płacze przeze mnie. Nienawidzę go widzieć w takim stanie, nienawidziłam, nienawidzę i będę nienawidzić. Nie wiem, co mam zrobić, by go takiego nie widzieć.
- Niall, j-ja przepraszam, nie chciałam – w moich oczach pojawiały się łzy, które próbowałam zatrzymać, ale na marne.
Płynęły po całej mojej twarzy i spuściłam wzrok. Nagle poczułam, jak Niall wyciera kropelki płynące po moich policzkach swoimi kciukami. To było słodkie.
- Kiedy to się zaczęło? – zapytał, podnosząc mój podbródek w górę, abym na niego spojrzała.
- Z jakieś dwa lata temu – zawzięcie unikałam jego wzroku i dodałam cicho. – albo trzy.
Popatrzył mi w oczy, po czym złapał mnie za dłonie, uniósł ku swoim ustom i zaczął całować każdą bliznę i ranę po kolei.


- Leah! – usłyszałam wołanie z dołu.
Leżałam na moim wygodnym łóżku i myślałam o wszystkim, co się wydarzyło. Mój telefon leżał na moim brzuchu, a gdy się podnosiłam, o mało nie spadł na podłogę. Twarz wykrzywiła mi się w grymas, ponieważ nie chciało mi się wstawać do nikogo, ale skoro to był Liam, postanowiłam wstać. Usłyszałam kolejny krzyk prowadzący z dołu, więc szybko ubrałam kapcie na nogi i pognałam na dół.
- Co się stało, Liam? - zapytałam, stając na kuchennych kafelkach.
- Przygotowałem dla ciebie śniadanie. Zanim wyjdę do pracy chcę widzieć ten talerz pusty. Leżysz cały czas bezczynnie gapiąc się w sufit i nic nie robisz innego poza tym - wskazał palcem na talerz pełen naleśników z czekoladą.
- Myślałam, że masz jeszcze urlop - powiedziałam ze smutkiem w głosie.
- Chciałem przed pójściem do pracy jeszcze trochę porozmawiać. Siadaj i jedz - wziął z blatu kuchennego dwa kubki; jeden z kakaem dla mnie, drugi z kawą dla niego.
- O czym? - zapytałam, biorąc do buzi kawałek naleśnika, po chwili delektując się nim.
Przyjaciel spojrzał na mnie, biorąc łyk kawy. Odłożył kubek na stół, nadal mi się przyglądając. Trochę mnie irytowało to, że przyglądał mi się już nie wiadomo który raz, nadal się nie odzywając. Poza tym naleśniki były wyśmienite! Liam powinien zostać kucharzem, a nie kelnerem. Payne pracował w restauracji dwie ulice od domu. Zawsze jego szef pozwalał przynosić mu jedzenie na wynos do domu. Pan Irwin* był bardzo miłym człowiekiem i miał wielkie serce. Co miesiąc zawoził zabawki do domu dziecka, przekazywał pieniądze na cele charytatywne; no po prostu anioł nie człowiek.
- Słuchaj. Niall wczoraj popołudniu wyszedł od nas w ciszy, jedynie rzucił "cześć", jakby był obrażony na cały świat. Co go wczoraj ugryzło? Ty od tamtej pory nie śpisz, nic nie jesz. Co się między wami wydarzyło? - jak zwykle ciekawski.
- Zapytał się mnie, ile się już samookaleczam, to mu powiedziałam, a on zaczął całować te moje blizny i w ogóle. Potem zaczęliśmy gadać o jego pobycie w Londynie i powiedział, że kiedyś niedługo mnie tam zabierze, o ile będę chciała. Opowiadał mi o swojej pracy, o swoim szefie, nowych przyjaciołach z pracy, z który zaprzyjaźnił się także poza pracą i powiedział, że pozna mnie z nimi. Mówił o tym, jak jego rodzice się cieszyli, jak zobaczyli go w drzwiach, gdy wczoraj wrócił. O tym, że gdy wrócił, to nie usiedział w domu nawet dziesięciu minut i pobiegł do mojego starego domu, ale okazało się, że tam nie mieszkam, więc powiedział, że jest jakby jedna opcja, czyli ty, że może wiedziałbyś gdzie właśnie przebywam, a jak mu powiedziałeś, że z tobą mieszkam, to kamień spadł mu z serca. Jak mu opowiadałam, co u mnie się działo, jak go nie było, jak mu opowiedziałam o tym, jak przyjaciele zostawili mnie po jego wyjeździe, to miał łzy w oczach, co chwilę mrugając oczami, by nie płakać. Wiedział, że to wszystko przez niego i ma wyrzuty sumienia, dlatego od razu wyszedł, bo chciał wszystko przemyśleć - gdy kończyłam swoją przemowę, kończyłam przedostatniego naleśnika, a godzina do wyjścia do pracy Liama się zbliżała.
- Widocznie ma powody do wyrzutów sumienia. Gdyby Niall dalej cię kochał, starałby się o ciebie. Ale jest on w mieście dopiero drugi dzień, ma jeszcze dużo czasu do odnowienia jakiejś relacji między wami.
- Ma na to trzy miesiące - odezwałam się, biorąc łyk ciepłego płynu.
- Dlaczego trzy miesiące? - chłopak wstał ze swojego miejsca, po czym włożył brudny kubek do zmywarki.
- Bo szef dał mu trzy miesiące urlopu i za te trzy miesiące znowu wyjeżdża - podparłam swoją głowę o dłoń i wpatrywałam się w punkt przed siebie.
- Mam nadzieję, że wam się uda i naprawicie to wszystko, co było między wami. Ja już muszę się zbierać, dziś wracam po dwudziestej, przyniosę kolację. Do wieczora, Leah - brunet pożegnał się ze mną całusem w policzek, po czym zabrał swoje rzeczy z komody i wyszedł z domu.
Jest godzina dziewiąta cztery. Muszę się czymś zająć, skoro mam być sama przez cały dzień bez mojego przyjaciela. Myślę, że oglądnę jakiś film lub dokończę czytać książkę. 


Gdy byłam w trakcie czytania ,,Gwiazd naszych wina" usłyszałam pukanie do drzwi. Zsunęłam ze swoich kolan miękki koc, odłożyłam książkę na stolik, który stał przed kanapą i ruszyłam w kierunku drzwi. W drodze przez korytarz spojrzałam na zegarek, który wskazywał szesnastą osiemnaście. Osoba stojąca po drugiej stronie drzwi nadal dawała o sobie znać. Przekręciłam zamek, a następnie otworzyłam drewnianą powłokę. Przede mną stanął Niall, który trzymał w rękach bukiet białych i czerwonych róż.
- Cześć, Leah. To dla ciebie od moich rodziców - chłopak podał mi kwiaty, a ja je od niego odebrałam.
- Dziękuję, są śliczne. Podziękuj swoim rodzicom za nie - uśmiechnęłam się ciepło do niego. - Wejdź, proszę. Nie stój tak.
Blondyn uśmiechnął się do mnie, wchodząc do środka. Obojga poszliśmy do kuchni. 
- Chcesz coś do picia? - zapytałam, wstawiając wodę.
- Herbatę po proszę - odpowiedział, siadając przy stole.


- A pamiętasz, gdy poszliśmy na fermę strusi, a ja wsiadłem na jednego i go ujeżdżałem? - oboje tarzaliśmy się po podłodze ze śmiechu.
Dochodziła godzina dziewiętnasta, niedługo będzie Liam.
- Pamiętam, jak mogłam tego nie zapamiętać? Mam gdzieś zdjęcie, zrobiłam ci je wtedy! To było chyba najlepsze, co zrobiłeś w tamte wakacje! - mówiłam, dławiąc się ze śmiechu.
Pamiętam, gdy razem z Niallem nudziliśmy się i zastanawialiśmy się, co zrobić w nudny i upalny dzień. Postanowiliśmy wybrać się na spacer. Mieliśmy wtedy 15 lat, byliśmy już razem, więc ręka w rękę poszliśmy przejść się w kierunku lasu. Opowiadaliśmy sobie śmieszne historie, kawały i inne takie, by umilić ten czas. Nagle blondyn zobaczył niewielki domek, a obok tego domu stała niewielka stajnia. Udaliśmy się tam, a gdy jeden ze strusi wyłonił się ze stajni, chłopak podbiegł do niego, wskoczył mu na grzbiet i zaczął go ujeżdżać. Wyciągnęłam telefon i zrobiłam zdjęcie, bo nie zdołałam zrobić więcej pod wpływem nieopanowanego śmiechu. Bawiliśmy się wtedy naprawdę dobrze, do czasu, gdy właściciel zobaczył mnie stojącą i śmiejącą się za ogrodzeniem, i Nialla ujeżdżającego jednego z jego strusi. Właściciel wtedy tylko do mnie podszedł i śmiał się razem ze mną. Pamiętam, że powiedział: "Jak ten twój chłopak tak dobrze bawi się z tym strusiem, to niech może sobie załatwi jednego?". Płakałam wtedy ze śmiechu, ale po chwili Niall zszedł ze zwierzęcia, pożegnaliśmy się z miłym panem i wróciliśmy do domu. Przez całą drogę śmialiśmy się z jego głupoty.

Niall's POV.

- E, Leah? — zapytałem, gdy obojga opanowaliśmy nasz śmiech. 
- Tak? — spojrzała na mnie tymi swoimi pięknymi błękitnymi oczami, które osłaniały wachlarz rzęs.
- Moi rodzice zapraszają cię na jutro na kolację. Pomyśleli, że fajnie by było, gdybyś wpadła — poprawiłem się na kanapie i patrzyłem na nią, wyczekując na jej odpowiedź.
- Em... — zawachała się. — Jeśli twoi rodzice tego chcą, to chętnie wpadnę. Nie chcę sprawić im przykrości.
Uśmiechała się do mnie, a na mojej twarzy momentalnie pojawił się szeroki uśmiech. Ucieszyłem się, że zgodziła się na tą kolację, naprawdę bardzo się ucieszyłem. Poczułem cień nadzieji, że moglibyśmy być znów razem. Dziewczyna patrzyła się na mnie przez dłuższą chwilę. Gdy zobaczyłem łzy w jej oczach, momentalnie mnie przytuliła. Odwzajemniłem uścisk, na co ona przytuliła mnie mocniej. Po chwili odsunęła się ode mnie i patrzyła mi prosto w oczy. Robiłem to samo, miała piękne oczy. Nawet nie zorientowałem się, kiedy nasze twarze zaczęły się do siebie przybliżać. Kiedy dzieliło nas tylko parę centymetrów, drzwi wejściowe otworzyły się, a my szybko odsunęliśmy się od siebie.

----
* - to nie jest tata ashtona XD



NO HEJKA.
jestem z nowym rozdziałem, który osobiście mi się nie podoba. nie postarałam się chyba :/ no ale chciałam go już napisać i dodać. proszę, tylko mnie nie bijcie za ten rozdział, ani nie zabijajcie, ani nie kierujcie mnie na dożywocie i inne tego typu rzeczy. dobra, ja nie przynudzam już :/ 
do następnego xx

9 komentarzy:

  1. E tam.. Mi się podoba rozdział ;))
    Chce już tą kolacje iusrjhf i mam nadzieje że Niall i Lia odbudują swoje relacje :))
    @ihorancutie

    OdpowiedzUsuń
  2. No myślałam ze się nie doczekam tego cudownego rozdziału! To ujeżdżanie strusia, o boze xD czekam na next! @Matrdalenka

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny! Ujeżdżanie strusia wygrało wszystko xD
    Czekam na nastepmy :* /@Dreams_my_Life

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny rozdział <3 Czekam na następny xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku, kochanie! Czemu ci się nie podoba ten rozdział! Jest świetny, naprawdę świetny. Szkoda, że już nie mam co czytać, liczę, że następny pojawi się jak najszybciej :) Kocham cie xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział ♥ czekam na kolejny x

    OdpowiedzUsuń
  7. Super podoba mi się ten blog. To czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzisiaj zaczęłam czytać na początku był bardzo smutny :(
    ale ujeżdżanie strucia mnie powaliło ;D
    poproszę więcej takich momentów ;)
    @Ra_San_

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne opowiadanie :) Napewno będę czytać dalej ;) Czekam na next x

    OdpowiedzUsuń